Jest okej ,a może i źle ? Zważyłam się i nie byłam zadowolona 64.8 - to był cios poniżej pasa.Jednak wstałam o godzinie siódmej trzydzieści i poszłam pobiegać.Było to dla mnie okropne zmaganie z moją leniwą stroną,ale pół marszem/pół biegiem zakończyłam te pierwsze półgodzinne wprowadzenie do szczupłej sylwetki.Dodatkowo bez oporów posprzątałam dom i poczułam zmęczenie ,które dało mi radość ,ponieważ mój organizm wykorzystuje te kalorie ,które mu zafundowałam przez ostatnie dziesięć dni.
Dzień również spędziłam aktywnie- pojechałam do stajni gdzie spędziłam dzień na pogaduchach z ludźmi i ze zwierzakami,ale również dowiedziałam się rzeczy,które zmartwiły mnie tak bardzo,że rozbiłam się w milion kawałeczków.Później bananowy dinx i milion szlug ,które zaśmiecają mi organizm - ale lubię to,to jest wolność.Jestem nadal zmotywowana do zmian - w życiu i w moim ciele .
be strong ...
Bilans :
- dwe połówki zimnego ziemniaka
- pół szkanki coli zero
- 150 ml kaszki mannej na wodzie
- 1,5 piwa lech
30 min biegu + spacer
sprzątanie domu
spacer ok 2 km


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz